Baśnie i opowiadania ludowe
Baśnie i opowiadania ludowe
Dla Instytutu Rothenburskiego oraz rządu Królestwa, baśnie ludowe to nie tylko „bajki dla dzieci”. To ważne narzędzie edukacyjne i kulturowe. Uczą one szacunku do przyrody (tak bliskiego naszej idei gröne LAND), lojalności wobec Korony oraz pielęgnowania języka rothenburskiego, który jest duszą naszego narodu.
W naszych opowiadaniach często pojawiają się motywy sprawiedliwości, pracowitości i harmonii z otoczeniem – wartości, które wyznaje każdy lojalny obywatel. Postaci z naszych baśni, choć fantastyczne, ucieleśniają cechy, z których słyną Rothenburczycy: odwagę, gościnność i zamiłowanie do porządku.
Ministerstwo Edukacji, Nauki i Kultury z dumą ogłasza inaugurację ogólnokrajowego projektu badawczo-wydawniczego, którego celem jest ocalenie od zapomnienia najpiękniejszych pereł naszej ustnej tradycji. Projekt „Rothenburskie baśnie, bajki i opowiadania ludowe” to największa w historii Królestwa inicjatywa dokumentująca duchowe dziedzictwo naszych przodków.
Królestwo Rothenburga to nie tylko terytorium podzielone na malownicze regiony – Konwalii po Pomeranię. To przede wszystkim wspólnota ducha, która od ponad stu lat pielęgnuje sztukę narracji. Już od zarania naszych dziejów, w długie zimowe wieczory, mieszkańcy gromadzili się w zaciszu swoich domostw, celebrując to, co nazywamy Haustid – poczucie bycia u siebie, w cieple domowego ogniska. To właśnie wtedy, przy blasku świec, rodziły się opowieści przekazywane z ust do ust.
Zachęcamy wszystkich mieszkańców – od stolicy aż po najdalsze zakątki Gothlandii i Ötlandii – do dzielenia się rodzinnymi opowieściami. Niech tradycja bajania nie zaginie w dobie cyfryzacji. Opowiadajmy baśnie naszym dzieciom, czytajmy legendy podczas lokalnych świąt i pielęgnujmy tę niezwykłą nić, która łączy nas z przeszłością i wyznacza drogę w przyszłość.
Bo dopóki żyją nasze opowieści, dopóty żyje duch Królestwa Rothenburga.
Za siedmioma rzekami i starym, mrocznym borem, w wiosce przycupniętej nad brzegiem lśniącego jeziora, żyła sobie uboga sierota imieniem Marysia. Od świtu do zmierzchu biegała boso po rosie, bo jej jedynym zajęciem i źródłem utrzymania było pasenie dworskich gęsi. Choć los jej nie oszczędzał, Marysia miała serce czyste jak źródlana woda i głos gładszy niż jedwab.
Kiedy śpiewała na łące, wiatr cichł, a gęsi posłusznie dreptały za nią gęsiego, ani myśląc o ucieczce w szkodę.
Pewnego wyjątkowo upalnego lata, trawa na pastwiskach wyschła, a słońce prażyło niemiłosiernie. Marysia zapędziła swoje stado na odległą polanę pod starym dębem. Kiedy wyciągnęła z tobołka swój skromny obiad – piętkę czerstwego chleba – zza drzew wyłoniła się zgarbiona staruszka.
– Dziecko złote – wychrypiała starowinka. – Daj kęs chleba, bo od trzech dni nic w ustach nie miałam, a siły mnie opuszczają.
Inny na miejscu Marysi odgoniłby żebraczkę, by ratować własny żołądek, ale dziewczyna bez wahania przełamała swój chleb na pół i podała staruszce, dolewając jej wody z glinianego dzbana.
Staruszka zjadła, uśmiechnęła się tajemniczo i nagle jej zmarszczki jakby się wygładziły. Zamiast podziękować, wyciągnęła z zanadrza niepozorną, wierzbową fujarkę.
"Weź ją, dziecino. Kto ma dobre serce, temu magia służy. Kiedy zagrasz pieśń radosną, świat zatańczy. Kiedy smutną – kamienie zapłaczą. Strzeż jej jednak przed chciwymi dłońmi."
Po tych słowach kobieta rozpłynęła się we mgle, która nagle uniosła się znad łąki.
Jesienią do wioski zjechał okrutny i chciwy dziedzic. Nakazał zwozić z całej wsi dary na wyprawienie wielkiej uczty. Zażądał też, by Marysia oddała mu całe swoje stado gęsi, za które nie zamierzał zapłacić ani grosza.
Gdy strażnicy przyszli odebrać ptaki, gąsiareczka stanęła w ich obronie, ale rosły sługa odepchnął ją w błoto. Wtedy dziewczyna przypomniała sobie o darze od staruszki. Dobyła wierzbowej fujarki i przyłożyła ją do ust.
Zagrała melodię tak skoczną, dziką i wesołą, że nogi same rwały się do tańca. Zaskoczeni strażnicy upuścili broń i zaczęli wywijać hołubce na środku podwórza. Z dworu wybiegł rozzłoszczony dziedzic, by zbesztać sługi, ale gdy tylko nuty dotarły do jego uszu, on również chwycił się pod boki i zaczął skakać w szalonym tańcu, gubiąc peruki i złote sygnety.
Tańczyli godzinę, tańczyli dwie. Błagali o litość, bo tchu im już brakowało, a buty zdarli aż do gołych stóp.
Marysia przestała grać dopiero wtedy, gdy wyczerpany dziedzic, leżąc w kurzu, przysiągł na własny honor, że nigdy więcej nie skrzywdzi żadnego mieszkańca wioski, a Marysi odda na własność ziemię i całe stado.
Jak obiecał, tak musiał uczynić, bo bał się wierzbowej fujarki bardziej niż diabła.
Od tamtej pory w wiosce zapanował dostatek i spokój. Marysia dorosła, ale wciąż można było ją spotkać na łąkach nad jeziorem. Mając własne stado, nie musiała już martwić się o chłód i głód, a jej gęsi były najpiękniejsze w całej okolicy. Wieczorami zaś wiatr roznosił po polach przepiękną melodię, która przypominała wszystkim, że dobroć serca zawsze jest największym skarbem.
Østatniä aktuälizacjä: 27.02.2026